Bywało już w przeszłości, że pojawiała się w mojej głowie myśl o zaprzestaniu pisania, ale chyba po raz pierwszy wiąże się ona z tak silną utratą wiary w sens blogowania.
Napisać można wszystko… ubrać w słowa największa bzdurę, kwestia talentu i zdolności do wciskania kitu.
Istnieje oczywiście tak zwana prawda subiektywna, która pozwala nam z czystym sumieniem wypisywać na swój temat dowolne brednie nie mające choćby cienia oparcia w rzeczywistości. Tylko co z tego… durnota pozostanie durnotą, a fałsz wcześniej czy później zakole w oczy czytających.
Wiem, ja też nie robię nic innego… ja też tylko piszę o rzeczach w kształcie w jakim je widzę.
I co…? I nic, straciłem serce do tego.
Tak jestem rozczarowany, rozczarowany- tak jak dawno nie byłem…