Lunch

Aż dziwne jak miło było… rozmowa naturalna bez tych chwil ciszy, których tak się obawiałem. Czterdzieści minut przeleciało nie wiadomo kiedy… no i dawno tak się nie śmiałem… i to naprawdę szczerze…

Nie pamiętam kiedy ostatni raz byłem w knajpie z kobietą, i jak to jest tak sobie siedzieć i gadać o głupotach, więc stres był potężny, a okazało się, że zupełnie niepotrzebnie…

Zaproponowała następny lunch w poniedziałek lub wtorek… ja mam do niej zadzwonić, umówić dzień i godzinę… więc nie zadzwonię i problem z głowy…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „Lunch

  1. drexler pisze:

    Twoj wpis świadczy o tym, że z Żoną w ogóle nie fundujecie sobie takich spraw – luźny wypad do knajpki, śmiech od nerek, celebra , gadanie o niczym…ale to niesamowity lifting dla par.
    Po wtóre – nie wyolbrzymiajmy kwestii lunchu – do poziomu winy, zagrożenia etc.
    Sztucznym jest kasowanie miłych niewinnych spotkań, a dialog przy stole w kanjpie to tylko z życiowym partnerem.
    Nawet jeśli czujesz, że koleżanka coś…to wystarczy ciepły komunikat, że odgrzała w Tobie potrzebę powtórzenia tego z Żoną:)
    I wszystko jasne. Albo sama zrezygnuje, albo na spoko mozecie tkać lunchowe miłe chwile.
    Cholernie przyjemnie jest wracać do kochanej osoby, wlaśnie z takich spotkań.
    Bo się chce /zakładając, że się chce/, bo fajnie jest zrelacjonować.
    Tak buduje się zaufanie – właśnie otwartym tekstem, że było miło, ale lepiej byłoby z żoną:)

  2. flamenco_night pisze:

    No dobra, Księżycu.. pora na trochę „dobroradowania”, od którego przeważnie stronię, bo nie jestem Tobą, Nią, ani większością Narodu nas wszystkich – w róznym stopniu przez Życie Potłuczonych ;)

    Gdzieś było po drodze o liftingu i to mnie już zmartwiło nieco. Z liftingiem, to jest tak, że on jest cudowny i ożywczy, ale tylko dla nawilżonej skóry, bez wszelkich krostek i zadrapań, a już broń Boże! ran. W przypadku tej ostatniej skóry, moze bardzo zaszkodzić, że o pieczeniu jak cholera i uczuciu nieprzyjemnego ściągnięcia, nie wspomnę.
    Otóż Wy, Księzycu (znaczy się Wy – Ty i Ona, nie Wy Towarzyszu ;) ) jesteście skóra wysuszoną, zsiniałą i zadrapaną. Przed liftingiem trzeba Wam dobrego nawodnienia – od zewnątrz, ale przede wszystkim od wewnątrz, potem dawki witamin, a dopiero na końcu wspomnianego wyżej zabiegu „naciągania” i podrasowywania.
    Najpierw trzeba sobie zdać sprawę z jednego. Jesteście oddaleni maksymalnie. Ze strachu Ona na zapas uważa, ze do niczego się nie nadajesz i wszystko, co robisz, ma pobudki albo egoistyczne, albo – co gorsza- jest motywowane poczuciem winy nie przeszłym, ale teraźniejszym, bo przeciez skoro raz była bocznica, to i kolejny raz się moze zdarzyć. Ze strachu Ty stoisz w miejscu i głównie przytakujesz, że jesteś do dupy, mimo ze tak nie jest i chcesz! – bo do choinki widać, że chcesz. Tyle, że Ty po chłopskiemu chcesz – taktycznie i powoli, z nadzieją na dostrzeżenie owego „chcę”. Każdy, gdyby słyszał w kółko, niezależnie od działań czy ich braku to samo, byłby zrezygnowany i przekonany o własnej beznadziei. Ale, aracajac do Niej, wiele Kobiet wolałoby się schować w skorupie niewiary, w pamięci bólu, jaki sie wiazał z zaufaniem i wiarą.
    cdn (bo nie wiem, ile tu się tekstu zmieści, czy nie utnie czego :) )

  3. flamenco_night pisze:

    Nie utło heh :)

    No więc tu nie ma mowy o żadnych nagłych zwrotach akcji i graniu doskonałego Zwiazku, bo to nie ma szans wypalić już na dzień dobry. Spróbuj zacząć od spaceru. Najpierw w milczeniu. Powiedz Twojej Pani, ze chcesz po rostu poodychać z Nią tym samym powietrzem i poczuć jej dłoń w swojej. Dopiero, gdy wyczujesz w dłoni spokój, mozesz zacząc rozmowę. Najlepiej od tego, by Cię wysłuchała, bo masz ogromny problem i nie wiesz, jak sobie z nim poradzić, a Ona jest jedyną Kobieta, której w pełni ufasz i wierzysz w słuszność jej mądrych rad. Na pewno Ci nie odmówi. Zwierz sie Jej, jak nam, ze swojej nieporadności. Powiedz, ze nie jesteś i nie chcesz być egoistą. Kochasz Ja bardzo i zalezy Ci na Was. Twoje potknięcia i pozorny bezruch, ostawa „niechcemisię”, nie jest wyrazem samolubnego trwania w martwej ciszy obok. Jest wyrazem strachu i troski – strachu przed kolejnym zawodem Jej i troski, by nie ranić, nie krzywdzić bardziej. Chciałbyś sie dowiedzieć KONKRETNIE, jakie ma oczekiwania – czego pragnie, na co jest jeszcze za wcześnie i nie należy się sztucznie zmuszać na siłę, bo będzie jeszcze gorzej. Wszystko trzeba poczuć, nie można liczyć, że gdy przywoła sie gesty z przeszłości, to i przeszłość – ta piękna – z automatu powróci. Tak, to tylko w Erze potrafią ustawić;) Celowo wplotłam tę Erę, bo to NIE MOŻE BYĆ SZTYWNA, POWAŻNA ŚMIERTELNIE ROZMOWA. Powiedz Jej, jak bardzo chciałbyś, by znów uśmiechała się bez powodu, ot tak ze szczęscia i by tym uśmiechem wypełniała wasz Dom. Powiedz, ze nie jesteś w stanie przewidzieć róznych błędów, ale może być przekonana, że nie będą one świadomie zadawanymi ranami, ze prosisz Ja bardzo, by nie zakładała Twoich złych intencji. Powiedz, jak bardzo chciałbyś ubrać jej zachwyt w bukiet pięknych róz, ale nie chcesz, by miała wątpliwości, czy są wyrazem miłości, czy może powinna sie bać, żeleczysz nimi swoje na nowo nadszarpnięte jakimś romansem, czy flirtem, sumienie. Przypomnij, ze zdajesz się w tej materii tylko na Nia, bo nie ma nikogo, kto wiedziałby lepiej, czego potrzeba Twojej Pani od Ciebie. Samo „staraj się”, a wręcz „nie starasz się” do niczego nie prowadzi, a Ty bardzo byś chciał, by jednak prowadziło Was ku sobie – dlatego potrzeba Ci konkretów i odrobiny wiary. Nie zaufania, które nadszarpnąłes, ale własnie wiary – głównie tej, ze wszystko, co robisz, niesie w sobie Twoje „chcę i kocham, tylko nie wiem, jak i boję się o Ciebie”. Myślę, ze reszta powinna wypłynąc z Ciebie swobodnie, nie ma co sie rozpisywać..

    A potem, na koniec, nie zapraszaj Jej do wytwornej restauracji, tylko na zwykłe, usmiechniete lody i kup jej spontanicznie fiołki, czy frezje.. nieważne, byleby nie powazne smiertelnie, ułożone w drogi „wieniec”, kwiaty ;)

    Buziak na dziś i pozdrówki :)

  4. Pan Księżyc pisze:

    Drexter, my wszędzie z dzieckiem… samotny wypad gdziekolwiek, to marzenie ściętej głowy… tak więc do kina to tylko na filmy dla dzieci, a jedzenie poza domem to zawsze jak nie McDonald to KFC…

    A koleżanka, to się nudzi po prostu, i szuka towarzystwa, żeby samej nie jadać…

    Nie chce z nią chadzać, bo zawsze zona może akurat zadzwonić , i będzie wiedziała, że w knajpie siedzę… z drugiej strony, wiem że najlepszym sposobem jest mówienie o wszystkim, ale na tym etapie, to najdrobniejsze wspomnienie, o jakiejkolwiek kobiecie, to natychmiastowy, strumień posądzeń, oskarżeń i domysłów…

    Budowanie zaufania otwartym tekstem… bez wątpienia się sprawdza… nie trzeba mi o tym przypominać, ale na naszym etapie, chyba jest niemożliwe…

  5. Pan Księżyc pisze:

    Flamenco…

    Jak wiadomo dobrymi radami piekło wybrukowane… choć w tym co piszesz nie ma się do czego przyczepić… to o skórze i liftingu, bardzo zgrabnie napisane… i na pewno to prawda…

    Ja nie oczekuje nagłych zwrotów akcji, nawet by mi do głowy nie przyszło, że to możliwe… spacer po parku, czy lesie… mam ich setki za sobą… nie wiem, może źle gadam, może jeśli nie wierzy w żadne moje słowo, to dlatego, że jednak nie są prawdziwe… może jak mówi wszytko zakłamuje tak dalece, że sam nie wiem co naprawdę czuje… Bez wątpienia jest to syndrom mojej mamy… jej świat to kompletny odjazd… nie ma w nim nic prawdziwego, a ja przecież jestem do niej podobny…

    Ja wiem czego ona chce, co czuje, jest maksymalną ekstrawertyczką, nie potrafiła by o tym nie powiedzieć… i mówi przy każdej okazji… a ponieważ mówi, to nie wierzy, że to co dostaje jest autentyczne… bo skoro ja znam jej pragnienia, to być może podążam tylko za instrukcjami, oszukując ją i siebie.

    Przeczytała mój pierwszy i drugi blog i wierzy tylko w to co tam napisałem… ma je wydrukowane odświeża sobie w pamięci co jakiś czas… a pisałem różne rzeczy… również to, że kocham inną…

    Róże już nigdy nie będą symbolem miłości… bo kiedyś kupowałem je bardzo często…. i o tym też napisałem…

    Czerwone róże

    W akcie miłosierdzia udajesz orgazm,
    nie wiedząc, że bukiet czerwonych róż,
    tak pięknie komponujący się na nocnym stoliku,
    został kupiony tylko po to,
    byś się rozkraczyła…

    i wystarczyło… wymówiła, nie tylko róże ale wszystkie kwiaty, na zawsze… a kiedy kiedyś na chwilę o tym zapomniałem… i zjawiłem się w domy z bukietem właśnie czerwonych róż, rozpłakała się łzami rzęsistymi… i nie były to łzy wzruszenia, lecz poniżenia i wstydu…

  6. drexler pisze:

    Wiesz Księżycu – doskonale wiesz, że różne bywają kobiety.
    Istnieją takie, które bombarodowane infektywami – czy to w intymności domostwa, czy publicznie – niby się oburzą, ale wracają pod pierś szydercy i słodko uprawiają anal werbalny.
    Po drodze jakieś histeryczne akty, decyzje..ale finalnie, wierne pomimo wszystko i zadowolonez dalszego przymierza z tym co kopał.
    Są też takie, że ewidentnie zranione nie potrafią się podnieść z tamtego bólu.
    Pomimo przeprosin tego co zranił, pomimo deklaracji, że tamto to juz ewidentne past – są nadal przy nim, ale otulone w szal asekuracji, skulone ramiona przed potencjalnym ciosem.
    To zrozumiale, ale w zestawieniu postaw kobiecych Twoja Żona nie zgubila w tym wszystkim tego, co ważne – godności swej.
    Moze naddanie ją chroni, ale chroni.
    Ty znasz wartość swej Żony, rozumiesz reakcje, wiesz co z czego sie bierze.
    Jest wiele sposobów, by odzysać zaufanie i atencje Kobiety-Wartości. Sam dobierzesz sposob, potrafisz.
    Ważne w tym wszystkim jest to, że warto. I nie dla hasla o ciągłości małżeńskiej warto, ale dla wartości Kobiety, którą kiedyś wybrałeś, a Ona Ciebie.
    A użyty termin lifting – to w znaczeniu – antidotum na uwiąd wzajemności w realcji. Miara dosłowności przy metaforach rzadko trafia we właściwy kontekst.

  7. Pan Księżyc pisze:

    Wiem że to, że ze mną jest wdeptuje ją w ziemię… to jej słowa..

    Czasami mam wrażenie, że chciała by, bym ją zostawił, że przyjęła by to z ulgą, że byłby to rodzaj wyzwolenia… bo sama zrobić tego nie potrafi…

    Kiedyś powiedziała, że gdybym nie był egoistą to bym ją zostawił…

    Może właśnie to, co mnie z nią trzyma najbardziej, to egoizm. Nie wiem

  8. drexler pisze:

    Sama nie potrafi, Ty „nie potrafisz” / cudzysłów, bo nie chcesz odejścia/ – to skąd oskarżenie o egoizm? Symetria wg Jej widzenia sprawy.
    Może być tak, że dla Niej egoizm Twój osadza się na chęci „posiadania” dodatkowej/ych pań, z jednoczesnym utrzymaniem małżeństwa.

  9. Pan Księżyc pisze:

    To też… nie wierzy bym był w stanie być wierny. Zresztą w nic nie wierzy… a mój dar przekonywania akurat na nią praktycznie nie działa…

    Ech naprawdę ręce opadają…

  10. renniekarnacja pisze:

    Potrafi, ale nie chce. Tak, jak i Ty.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s