Uczucia sterowane chemią

Wszystko jest nie tak, wciąż spotykają mnie drobne, aż niezwykle uciążliwe wypadki dni powszednich…radzę sobie z nimi. Najgorsze jest, że związki chemiczne zmieniające bilans emocjonalny mojego organizmu spłaszczają mnie pozbawiając ikry i polotu. Płaski taki jestem jak jeszcze nigdy w życiu nie byłem. Śmieję się na siłę polegając na intuicji… a wzruszać się nawet nie próbuję… łapię się na tym, że bardziej dla wizerunku swojego żyje, niż dla siebie…

„Leki ,jakie pan przyjmuje nie zaczęły jeszcze w pełni działać…”

No, kurwa widzę, że nie zaczęły…

A najbardziej bym chciał, żeby już przestały…nawet jeśli miało by być jak kiedyś…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Tu i teraz. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Uczucia sterowane chemią

  1. kapataja pisze:

    A co one niby miałyby spowodować Panie Moon? Problemu nie rozwiążą…do tego Ty prawdziwy jesteś potrzebny a nie otumaniony chemią

  2. innajestem pisze:

    Powiedziałbym raczej ..” uczucia blokowane chemią” .Kapataja ma rację.

  3. liliths_child pisze:

    to nie tak… chemia odblokowuje receptory w mozgu ktore odpowiedzialne sa za przyjmowanie endorfin – hormonu szczescia. tak min dziala prozac. takie proszki zaczynaja pomagac po okolo 3-4 tygodniach regularnego stosowania.
    skoro milosc to w rzeczywistosci tylko chemiczna reakcja to twoj stan tez?
    w kazdym badz razie nie poddawaj sie…

  4. drexler pisze:

    Jest chemia i chemia. Tak jak rodzaje niżu emocjonalnego.
    Przy braku białka odpowiedzialnego za wyłapywanie serotoniny – chemia uzepełniająca ten defict zadziała i to szybko.
    Tu raczej można chyba mówić o depresji reaktywnej. Czyli konkretny bodziec, zdarzenia, sytuacja – powoduje to co powoduje. Na co chemia, jeśli bodziec zostaje? Jeśli sytuacja nie ulega zmianie. W tym wypadku chemia znieczuli na ów bodziec. Ale znieczuli też na radość. Swoista katatonia. Tu juz widać na blogu…
    Coś jak życie w prezerwatywie – analogia bliska.
    Tabletki zaordynowane – więc pozostaje brać i śledzić, czy pomagają.
    Właściwszym wydaje mi się praca nad zmianą sytaucji, by wredny bodziec nie kąsał.
    Terapia, wspólna…warunki graniczne na teraz, by zobaczyć czy istnieje jakieś potem.
    Otwarty dialog z życzliwym fachowcem w tle.
    Kiedy dawno temu pisałam, że życie w takim klimacie kiedyś uderzy i to z zaskakującą mocą, zbierałam baty za kasandrzenie.
    Nie kasandrzę, ale wiem co to równia pochyła i jaki plon zbiera. A chemia to niewinny jeszcze efekt plonu.
    Ja widzę światło – widzę miłość, czuję ją.
    Tam jeszcze jest sens – gdyby tylko wziąć rozwód z żalami i pretensjami.
    To trudne, ale możliwe.
    Miłość to nie chemia – taniec godowy to chemia – on trwa góra 3 lata.
    Miłość to ulga, że żyje się z tą a nie inną osobą.
    Jeśli ulga dopada, gdy z pewnych powodów osoba wyjeżdża, choćby na krótko…tam nie ma juz miłości. Jest modlitwa, by wyjazd się przedłużył i skurcz żołądka, gdy klucz w zamku zazgrzyta.
    Mało w życiu spotykam tak pogodnych facetów jak Księżyc.
    Blog to nie cały obraz. Choć na pewno ważka część całej story. Ci z deficytem białka – czyli wrodzony niż – mają tak od urodzenia. Kto czyta od dawna Autora tego bloga widzi, że zachmurzenie to nie od zawsze było. Nastąpiła – łatwa do przewidzenia – kumulacja.
    Chemia chemią – ale myślę, że największy sens ma przewalutowanie sytuacji na przyjazną dla obu stron. Bo tam jest „rak”. Nie w biochemii Autora.
    To często się udaje – czego z głębi serca życzę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s