Do Skem

Moja żona nie była ze mną szczęśliwa… co jeszcze mogę napisać… wiążąc się ze mną straciła blisko 25 lat życia… nikt jej tego nie zwróci, to mógłbym zrobić tylko ja… a ja nie wiedziałem jak.. dałem jej co miałem, dałem jej to, co było łatwo dać… a ona potrzebowała czegoś jeszcze, czegoś czego nie potrafiłem w sobie odnaleźć.
Teraz wiem że to było, że wylewało się ze mnie… i dałem to komuś innemu…

Tak dowie się ostatnia… bo gdyby dowiedziała się teraz, ja stałbym się jeszcze jednym weekendowym tatusiem…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Tu i teraz. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Do Skem

  1. Licencja pisze:

    Szczęście to stan umysłu, okoliczności mu tylko pomagają. 25 lat trwać w bezszczęściu? Nie rozumiem, dlaczego obarczasz tym siebie, nie można nikomu „dać” szczęścia, szczęście nie ma wymiaru materialnego, nie można leżeć i czekać, aż szczęście spłynie nie wiadomo skąd. Człowiek, który chce być szczęśliwy walczy o to. Czlowiek emocjalnie obojętny przeżyje życie, ciągle czekając na Godota. Nie wiadomo co za rogiem, ale najpierw trzeba tam dojść i mieć odwagę zaglądąć. Stanie i czekanie nie procentuje. Ile lat Twoja żona potrzebowała na to by zrozumieć, że nie potrafisz jej dać tego czego ona oczekuje? Dlaczego nie szukała dalej? Małżeństwo to nie wyrok dożywocia, każdy ma prawo do pomyłki i do szukania swojego szczęścia. Czy czasem nie jest tak, że nie dałeś jej tego co musiałbyć dać wbrew sobie? Uszczęśliwiać kogoś unieszczęśliwiając siebie to nie jest dobra metoda, to tylko zwykły łańcuszek, w którym nieszczęśliwe będzie następne ogniwo… Obydwoje pewnie bardzo kochacie swoje dziecko, ale każde z osobna. Nim zaspokajacie swój głód uczuć, aż je ogryziecie do kości, a ono nie widząc kochających się rodziców, będzie kiedyś takie samo jak Wy, wycofane i oczekujące. Bo kto go nauczy, że to miłość generuje szczęście, że ono jest w każdym czułym geście, w każdym slowie, w każdym przytuleniu się, wspólnej porannej kawie, ostatniej wieczornej herbacie, we wspólnej sypialni, że szczęście to chęć bycia razem nie z powodu lęku przed samotnością, a z powodu zwykłej radości z bycia ze sobą…

  2. skem pisze:

    zgadzam się z Licencją, choć rozumiem, że są ludzie, którzy potrafią podejmować decyzje i tacy, którzy będą tego za wszelką cenę unikać…
    To, że bierzesz wszystko na siebie jest trochę pozerskie, żeby spieprzyć małżeństwo trzeba się postarać we dwoje… szkoda tylko, że dziecko patrzy i uczy się, że małżeństwo to nic dobrego…
    A przecież może być pięknie…

    ps. i przepraszam jeśli Cię uraziłam

  3. flanelka pisze:

    Odezwę się, bo chciałam powiedzieć, że ja to o najbardziej zainteresowanych zrozumiałam inaczej. Choć pewnie błędnie, a w zgodzie z moimi odczuciami w „temacie” ;) Ale jednak.. najbardziej zainteresowany – TY – dowiedziałeś się ostatni, że.. jednak możesz i potrafisz. Ale ‚ostatni’ nie wyklucza, że ‚na czas’ :)

    Wszystkiego, Tomku.. każdego wszystkiego, bo wiele uczuć/emocji dopiero poznajesz, wcześniej je mijałeś beznamiętnym wzrokiem nieświadomości.

  4. Pingback: śpiąca królewna « Haiku

  5. drexler pisze:

    Nie zawinił tu czas, nie zawinił błąd wyboru. Widzę tu raczej mariaż mylenia cudownego tańca godowego – który potrafi trwać nawet lata – z pełnym świadomości emocjonalnej – życiowegoTAK.

    Zawiniła tu inercja suto podlana sosem poczuciem winy – które to poczucie sankcjonowało jedynie męską inercję.

    To było dość wygodne, ale przede wszystkim dawało iluzoryczne poczucie bezpieczeństwa.
    Jak wcześniej pisaliśmy na tym blogu – Wasze Dziecko już Was traktuje jak po rozwodzie.
    To nie rodzi się w duszy dziecka z tygodnia na tydzień. Do tego dziecko długo się broni przed zasymilowaniem taki bolesnej konkluzji sytuacyjnej. Ale ono sobie poradzio – Wy – nie.

    Od dawna wiedziałeś jak jest.
    Ja od dawn piasłam Ci, że tkanie życia w garniturze zombi emocjonalnego – to żadne życie.

    Obecnie doświadczasz specyficznego koktailu – i dezintegracji wiedzy o swym życiu – emocjonalnym, małżenskim i poza małzeńskim – jak i naturalnego podniecenia związnego z syndromem dzrwi wyażonych – czyli oddech światem, w którym spełnienie, uczucie jest możliwe.

    To trudny do konsumpcji trunek – bo biegunowe emocje.
    Sam sydnrom wyważenia od dawna zamkniętych, zardzewialych drzwi też wymaga uczciwej podróży po wybudzonym Tobie. Twej podróży. Gdy będziesz po męsku uczciwy wobec samego seibie – nie potkniesz się o pułapkę pomyłki.

  6. jasama pisze:

    Nie zgiń tylko z życia swego dziecka, panie Moon:)

  7. Pan Księżyc pisze:

    Nie Kasiu… to na pewno nigdy sie nie stanie…

  8. jasama pisze:

    I niech tak będzie:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s